Środa, 10 Sierpnia 2011
Włoszczowska: ''Dziękuję wszystkim za wsparcie''
W Dohnanach na Słowacji Maja Włoszczowska w minioną niedzielę zdobyła srebrny medal mistrzostw Europy MTB. Na swojej stronie internetowej zawodniczka CCC Polkowice pisze, czemu i komu zawdzięcza ten sukces i w kilku słowach nakreśla przebieg rywalizacji.
- Dawno nie czułam tak wielkiej radości na mecie. Dawno nie czułam, że cały zespół cieszy się z mojego zwycięstwa i co ważniejsze wie, iż to jest także jego zwycięstwo. No... srebro... Do mistrzostw Europy miałam zaledwie dwa i pół tygodnia przygotowań, startując niestety z poziomu gorszego niż marny. Cały ten okres przeplatany był przeziębieniem. Ale też były to dwa i pół tygodnia z dużą motywacją, mądrym treningiem i świetną atmosferą. To zaowocowało. Presja, w związku z ostatnimi wydarzeniami była na Słowacji większa niż kiedykolwiek. Nie były to łatwe mistrzostwa... I dlatego ten sukces jest tak cenny.
- Wielkie podziękowania dla wszystkich osób, które mnie wspierały w ostatnim czasie. Przede wszystkim najbliższej ekipie pracującej razem ze mną z pełnym zaangażowaniem. Marek Galińśki, Hubert Grzebinoga, Mariusz Rajzer, Grzegorz Dziadowiec. To osoby bez których ciężko byłoby mi przygotować się do mistrzostw. Dużą cegiełkę dorzuciła moja mama oraz Przemek. Nieocenione wsparcie otrzymaliśmy także od całego Polskiego Związku Kolarskiego z prezesem Wacławem Skarulem na czele. Kolejne podziękowania dla dr Roberta Pietruszyńskiego i Tomka Kałużnego (Enervit). I czapki z głów przed moimi kibicami, zwłaszcza tymi, którzy pojawili się osobiście w Dohnanach. Dawno nie miałam tak fantastycznego dopingu na trasie. To niesie!
- Na starcie pojawiły się wszystkie najgroźniejsze rywalki z wyjątkiem jeżdżącej w barwach Luny Katheriny Nash. Najbardziej obawiałam się Iriny Kalentievej, Sabine Spitz, Evy Lechner, Natalie Schneitter, Lene Byberg oraz Lisi Osl. Tymczasem walkę o medal przyszło mi stoczyć z Gunn Ritą Dahle oraz dwiema Słowenkami - Blazą Klemencic i Tanją Zakejl. A właściwie tylko z dwiema Słowenkami, bowiem Gunn Rita odjechała reszcie stawki już w połowie pierwszej rundy, jadąc swój własny wyścig. Niestety przyblokowana przez Klemencic nie zdołałam odjechać razem z Norweżką i ta szybko uzyskała kilkanaście sekund przewagi.
- Przyznam, że pojechałam później nieco zachowawczo - bałam się gonić za wszelką cenę Gunn Ritę z uwagi na duży upał, ciężką trasę i dość długi wyścig. Razem z Blazą Klemencic jechałyśmy jednak na tyle mocno by uciec pozostałym rywalkom. Na trzecim okrążeniu doszła nas Tanja Zakelj, z tyłu napierała Irina Kalentieva. Dwa kółka do mety z tyłu została Klemencic i wszystko wskazywało na to, że z Tanją będę walczyła o srebro. Bardzo przydały mi wówczas uwagi Marka Galińskiego, który stał na trasie wyścigu. Zgodnie z nimi wyczekałam do ostatniej rundy i stanowczo zaatakowałam starając się jednocześnie zachować siły na decydującą ostatnią połowę rundy. Poskutkowało! Na metę dojechałam 33 sekundy za Gunn Ritą i 25 przed Tanją. Czwarta dojechała Kalentieva, piąta Klemencic. Na 16. miejscu finiszowała Ania Szafraniec, na 29. Magda Sadłecka.
- Jako jedyna zawodniczka z całej stawki startowałam na 29-tce. Zachęciły mnie do tego bardzo pozytywne efekty treningów w Livigno i przede wszystkim zejście z wagą do 9,2 kg (przy cięższym wariancie opon). Rower sprawdził się fantastycznie, choć niewątpliwie jeszcze brakuje mi objeżdżenia na nim. Świetnie czułam się na płaskich odcinkach oraz zjazdach, bez różnicy w stosunku do 26 cali na podjazdach, nieco brakowało mi pewności na wirażach. Z rundy na rundę było jednak coraz lepiej. Wyścig na 29-erze był dla mnie ważnym testem w kontekście Mistrzostw Świata, gdzie na 99% wybiorę właśnie duże koła.
- Jeszcze słowo komentarza do występu Gunn Rity. Mimo iż szósty raz w swojej karierze przegrałam złoto imprezy mistrzowskiej właśnie z nią to bardzo się cieszę, że po urodzeniu dziecka udało jej się wrócić na szczyt. Pogodzenie roli matki i zawodowego sportowca z całą pewnością proste nie jest. Jest ona pierwszą kobietą w światowym kolarstwie górskim, której się to udało. Brawa! Jej powrót napawa jednak również niepokojem... Będzie niewątpliwie jedną z najgroźniejszych zawodniczek na starcie w Londynie. Ale cóż... Wygra najlepsza...
Źródło: "majawloszczowska.pl"