Poniedziałek, 4 Stycznia 2010
Mariusz Gil: ''Walczyć o czołową 15''
Mariusz Gil to jeden z nielicznych polskich kolarzy przełajowych z krwi i kości. Nasz rodak od tego sezonu reprezentuje barwy belgijskiej grupy Baboco - Revor, dlatego liczymy na jego dobre występy.
- 31 stycznia 2004 roku. Wiesz co stoi za tą datą?
- Tak, dokładnie pamiętam ten dzień. To mój największy sukces w karierze. Wywalczyłem srebrny medal mistrzostw świata w kategorii młodzieżowców. Takich dni się nie zapomina. Naprawdę niewiele zabrakło do zwycięstwa, a wtedy moja kariera z pewnością potoczyłaby się inaczej.
- Przegrałeś wtedy z Pauwelsem, który kilka dnia temu wygrał Puchar Świata w Heusden-Zolder. Ty byłeś 26. Jak oceniasz swój rozwój na przestrzeni ostatnich 5 lat?
- Gdy byłem młodzieżowcem, na zachodzie nie było tego co jest teraz. Dopiero od jakiś trzech lat zespoły interesują się młodszymi kolarzami, oferując im kontrakty. Kilka lat temu, było to prawie niemożliwe.
- Bardzo rzadko, możemy cię spotkać na wyścigu w Polsce. Niedługo jednak mistrzostwa kraju. Jesteś głównym faworytem, więc zapewne interesuje cię tylko złoto?
- Oczywiście nie będę ukrywał, że chcę wygrać. Na pewno nie będzie łatwo i trzeba będzie mieć trochę szczęścia, którego na przykład zabrakło przed rokiem. Moja forma trochę spadła, ponieważ nie jest łatwo utrzymać wysoką dyspozycję przez cały sezon, który zacząłem już we wrześniu. Postaram się wypaść jak najlepiej, a jak będzie to przekonamy się za tydzień.
- Porozmawiajmy o twoich startach w Pucharze Świata. Na początku sezonu byłeś dwukrotnie w czołowej "20". Później miejsca były już nieco gorsze. Z czego to wynika?
- Tak jak wspominałem forma trochę spadła, choć porównując z poprzednimi latami, cały czas utrzymuje się na dość dobrym poziomie. Teraz jestem w grupie Baboco - Revor Cycling Team, gdzie mogę się dobrze przygotować do sezonu, a wcześniej tego nie miałem.
- Jakbyś mógł opisać to w czym ustępujesz zawodnikom, którzy co tydzień meldują się może nie na podium, ale w okolicach 10. miejsca, do którego z pewnością dążysz?
- Ścigam się z zawodowcami, a ja tak naprawdę jestem amatorem. Ciężko jest im dorównać, lecz w tym sezonie zrobiłem duży krok na przód, który mam nadzieję powtórzyć w ubiegłym roku. Jeśli nadal będę miał takie warunki jak obecnie, kondycja będzie dobra, choć i tak wiem, że dorównanie najlepszym nie przyjdzie łatwo.
- Kluczowym startem będą oczywiście mistrzostwa świata w czeskim Taborze. Znasz tamtejszą trasę?
- O trasie ciężko cokolwiek powiedzieć. Choć jest w tym samym miejscu, to organizatorzy wytyczyli nową rundę. Największy wpływ będzie miała nie sama trasa, a pogoda, jaka nasz zastanie tego dnia w Taborze. Ta czeska miejscowość jest położona stosunkowo niedaleko Polski, więc mam nadzieję zobaczyć na trasie liczną grupę polskich kibiców, co pomoże wszystkim naszym zawodnikom.
- Na jaki wynik liczysz w Czechach? W latach 2006-2008 za sprawą Marka Cichosza, trzykrotnie byliśmy w "20". Stać cię na taki wynik?
- Mistrzostwa świata są bardzo specyficzną imprezą. Na wynik ma wpływ wiele czynników. Liczy się dzień, szczęście, no ale też i kondycja. Mam nadzieję, że forma wzrośnie i będę mógł walczyć o czołową "15". Byłem już na jednym z Pucharów Świata 14., walcząc na finiszu o 10. miejsce. Dlatego liczę na to, że uda mi się to powtórzyć.
Rozmawiał Cyryl Szweda